Podstawowym problemem jest tzw. geometria kanałowa. Pionowe kanały powietrzne między paletami (tzw. flue spaces) działają jak dysze, tworząc silny efekt kominowy. Ogień w takiej strukturze nie rozwija się liniowo – on eksploduje w pionie. Badania wykazują, że płomień potrafi pokonać drogę od posadzki pod dach o wysokości 30 m w czasie krótszym niż 120 sekund. Tradycyjne metody obliczeniowe zawodzą, ponieważ prędkość pionowego rozprzestrzeniania się płomienia rośnie wykładniczo wraz z wysokością składowania. Każda sekunda zwłoki w detekcji oznacza, że energia pożaru rośnie do poziomu, którego nie jest w stanie stłumić żaden standardowy system wodny (zjawisko fire overpowering – czyli moment poprzedzający rozgorzenie.
REKLAMA
Detekcja, czyli jak nie dać się zaskoczyć zjawisku stratyfikacji dymu?
Największym błędem projektowym w ochronie hal o wysokości powyżej 12 m jest poleganie na skuteczności tradycyjnych, punktowych czujek dymu montowanych bezpośrednio na stropie. W tak wysokich obiektach występuje zjawisko stratyfikacji – gorący dym, unosząc się, miesza się z chłodniejszym powietrzem i ulega ochłodzeniu. Tworzy on warstwę „pływającej” poduszki powietrznej kilka metrów poniżej stropu i nigdy nie dociera do sensorów, nie osiągając progu alarmowego na czas. Zamiast czekać, aż dym dotrze do czujki, systemy zasysające (np. klasy A zgodnie z PN-EN 54-20) aktywnie pobierają próbki powietrza z wielu punktów hali jednocześnie.
- Precyzja detekcji: jak wskazują badania Ullah et al. (2020), systemy te pozwalają na wykrycie cząstek dymu przy stężeniach niedostępnych dla innych metod.
- Wymogi czasowe: zgodnie z normą PN-EN 54-20 przekroczenie dopuszczalnego czasu transportu próbki z najdalszego otworu powyżej 60–90 sekund dyskwalifikuje system.
- Wyzwania HVAC: Salami et al. (2022) dowodzą, że w halach z wymuszoną cyrkula...